Przejdź do treśći

Felieton

Ferie – cukrowy zawrót głowy

dzieci zjeżdżąją z górki po śniegu

Na ferie, czyli zimowe wakacje, czeka każdy uczeń. Dwa tygodnie laby, wyjazdy, półkolonie, a jeśli pogoda dopisze, to sto procent szaleństwa na śniegu. W tym czasie często „ferie” ma też cukrzyca naszych dzieci. I kiedy rodzice rwą włosy z głowy i prowadzą śledztwo pod tytułem „skąd taki cukier!”, dzieciaki bawią się w najlepsze. Sama miałam (wątpliwą) przyjemność się o tym przekonać.

W pewnych sytuacjach nie pomoże człowiekowi ani to, że jest edukatorem diabetologicznym, ani kilkuletnie doświadczenie w byciu mamą cukrzyka. Zwłaszcza kiedy decydujemy się na wyjazd i zmianę otoczenia, przyzwyczajeń, rytmu życia, nawet na tych kilka dni, trzeba się przygotować na cukrową rewolucję. Na talerzu i u dziecka. Mimo chwilowych zawirowań nie warto dać się zwariować cukrzycy, ale trzeba robić, co w naszej mocy, żeby diabetyk był bezpieczny – na przykład bezpiecznie mógł zjeść frytki z ketchupem i majonezem (o zgrozo!) i po nich nie „spadł”!

Czytaj także: Ahoj przygodo, czyli z cukrzycą na zagranicznej wycieczce

Tydzień urlopu zimowego udało nam się zorganizować przed właściwymi feriami, zdecydowaliśmy się na wyjazd w góry. Był to nasz pierwszy zimowy wyjazd z cukrzykiem. Naczytałam się ostrzeżeń, porad, wskazówek innych rodziców. Na miejscu mogłam je wszystkie zweryfikować.

Wniosek pierwszy: nie planuj!

Pierwszy, do którego doszłam: nie planować dalej niż na dwie (max. trzy) godziny. Nie sposób przewidzieć natężenia ruchu oraz czasu, który dziecko spędzi na aktywności. Przecież nie możemy go ograniczać, bo ruch to zdrowie... I świetny spalacz energii. Z tego powodu niczym tankowiec rodzic krąży wokół swojego „helikoptera”, aplikując mu co chwilę czekoladę, cukierka, żelka, soczek, skrupulatnie ogrzewany w wewnętrznej kieszeni kurtki. Tak, dla małych cukrzyków ferie to całkiem szczęśliwy czas, w którym mogą sobie pofolgować ze słodyczami, a nawet bez skrępowania częstować się łakociami kolegów/koleżanek.

Wniosek drugi: dziecko w ruchu to głodne dziecko

Drugi wniosek: przygotować się na krucjatę od baru do baru. Niestety – dziecko w ruchu jest ciągle głodne. Mama ma przecież ferie, a kanapki w plecaku już dawno zamarzły. Jakie jest więc inne wyjście niż gorąca, pachnąca zupka (no dobra – kotlet z frytkami też), podana przez miłą kelnerkę? Nawet zapisując dziecko na półkolonie, trzeba liczyć się z tym, że będzie wyjazd do kina (z popcornem i chrupaczami) czy kulig (z pieczeniem kiełbasek). O ile zaplanowane rzeczy da się ogarnąć, o tyle na urlopie wiemy, że wielu rzeczy nam się nie chce. Chcemy luzu, odpoczynku. I tutaj dźwięczy mi mądra porada naszej Pani Profesor: dostosowujcie jedzenie do cukru, a nie cukier do jedzenia. Szybkie zważenie jedzenia powinno rozwiać nasze wątpliwości. Trzeba tylko pamiętać, że jeśli po jedzeniu znowu planujemy ruch, to musimy podać mniej insuliny.

Wniosek trzeci: warunki zewnętrzne nie mają znaczenia

Okazało się także, że na skaczące podczas ferii cukry nie ma wpływu ani wysokość nad poziomem morza, ani ciśnienie atmosferyczne, ani stężenie jodu w powietrzu. Rodzice bardzo często zrzucają „winę” za nieprawidłowy cukier na czynniki zewnętrzne. Tymczasem często gwałtowne zmiany cukrów wiążą się z trzema podstawowymi rzeczami: większą aktywnością fizyczną o zmiennym natężeniu, „wyskoczeniem z torów”, czyli zmianą rytmu życia, i jedzeniem – bo jak zapewnić dziecku fajne ferie bez wizyty w maku czy stołowania się w barach na wyjeździe?

Czytaj także: Dlaczego nie wierzę w wyzdrowienie mojego dziecka

Ferie – czas przyjemności dla dzieci i dorosłych

Jeśli chodzi o ferie (i nie tylko), nie powinniśmy oczekiwać od innych, że dostosują się do nas. To nierealne! Przecież nawet cukrzyca nie chce się do nas dostosować (inaczej wszyscy diabetycy mieliby lepsze pomiary niż zdrowi ludzie). Cukrzyca typu 1. nie jest taką chorobą, w której bezwzględnie i na zawsze musimy dziecku odmawiać drobnych przyjemności. To my, jako rodzice, musimy się nauczyć, jak reagować na różne sytuacje i odpowiednio się do nich przygotować. Musimy też nauczyć tego nasze dzieci.

Zobacz także, co włożyć do apteczki podręcznej na wypoczynek zimą

Poznaj naszego eksperta

Karolina Klewaniec-Wypychacz

Karolina Klewaniec-Wypychacz

Certyfikowany edukator diabetologiczny i doradca żywieniowy. Blogerka prowadząca stronę cukromania.pl. Współautorka książki dla dzieci „Zwierzaki Pocieszaki”. Autorka bajek terapeutycznych dla dzieci, które ukazały się pod wspólnym tytułem „Słodkie Bajeczki”. Copywriter z 6-letnim doświadczeniem. Prywatnie mama Franka (6 lat), który od drugiego roku życia choruje na cukrzycę typu 1.

Zobacz także

Polecane produkty